Top-ads

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Maskara Maybelline the Colossal Go Extreme!

By | 19:31 9 comments



  Uwielbiam tusze do rzęs marki Maybelline. Oprócz jednego pechowego, nie zawiodłam się na nich. Mając bardzo wrażliwe okolice oczu muszę uważać co tam aplikuję. Stosowałam różne maskary, ale zawsze wracam do tej jednej marki. Tak było i tym razem. 
Ciekawi jak się sprawdził?

Na początek wypada napisać o szczotce. Nie miałam okazji jej zobaczyć w sklepie, ale jak tylko przeczytałam, że nie jest silikonowa, to maskara wylądowała w koszyku. Kiedy otworzyłam opakowanie moim oczom ukazała się wielka miotła do rzęs! Serio, szczotka gruba i duża. Od razu skojarzyłam ja z tą od Rimmel-wielkim bublem, o którym pisałam TU. Pomyślałam, że niestety tym razem chyba się zawiodę na tej serii.


Moje rzęsy w końcu wróciły do zdrowia. Po długim czasie nieobecności na powiekach zawitały długie i gęste firanki. Nie mam więc problemu z dużymi szczotkami, ale obawiałam się tej. Mile się zaskoczyłam. Rzęsy są dobrze rozdzielone, nie sklejają się. Można uzyskać delikatny efekt, a przy drugiej warstwie lub dłuższym tuszowaniu- ładne pogrubienie. Nawet po ponad dwóch miesiącach używania, tusz wciąż dobrze się sprawuje. Poniżej możecie zobaczyć porównanie do szczotki 100% Black- mojego ulubieńca ponadczasowego, pisałam o nim np. TU


Już kiedyś gdzieś pisałam, że przy mojej opadającej powiece wiele tuszy się kruszy i odbija na górnej powiece przy malowaniu. Kolejnym powodem jest mój tłusty krem, który używam również na powieki. Dlatego, biorąc pod uwagę powyższe, w mojej opinii tusz jest bardzo dobry i wart spróbowania. Jednak obawiam się, że może nie sprawdzić się na krótkich i cienkich rzęsach. Z tą dużą szczotą możecie mieć problem. Co ciekawe, wielka szczota mniej brudziła wieczko opakowania, niż ta druga. 


Udało mi się znaleźć jedno zdjęcie wytuszowanych rzęs, ale ostrzegam- byłam przed regulacją brwi. Nie mogę na nie patrzeć. Tu akurat z jedną warstwą tuszu. Na co dzień wystarcza mi taki efekt. Oko wygląda naturalnie, ale jednak jest ładnie podkreślone. Nawet dolne rzęsy tuszuje się bez problemu. 


Bardzo jestem ciekawa, czy mieliście okazję współpracować z tą maskarą i jak się u Was sprawdziła. Mnie zostało jej na dnie i zaczynam poszukiwania innej. Mam kilka pewniaków na liście, ale chciałabym chyba spróbować czegoś nowego. Z drugiej strony nie chcę znów dostać uczulenia i nie tuszować się przez kolejny rok. Tego byłoby już za dużo. Jak to z nami, kobietami jest, że wciąż ciągnie nas do testowania nowych kosmetyków, mając swoich ulubieńców?



Znacie ten tusz? Jak się sprawdził? Macie swój ulubiony? Co polecacie?


Nowszy post Starszy post Strona główna

9 komentarzy:

  1. Tego nie używałam, ale używam wersji volum express i jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta podstawowa wersja jest moim ulubiencem :)

      Usuń
  2. Ostatnio coraz rzadziej testuję nowe rzeczy i doceniam te sprawdzające się produkty :) Maskary MNY kiedyś mi odpowiadały. Później chyba zmienili ich formułę i miały tendencję do rozmazywania się, kruszenia oraz dawały mizerny efekt.

    OdpowiedzUsuń
  3. tusze z Maybelline również należą do moich ulubionych :)
    obecnie używam tego Glam Rock z silikonową szczoteczką,a opisany przez Ciebie jeszcze nie wpadł w moje ręce ale na pewno skorzystam :)
    to fakt zgadzam się...mam również swoich stałych bywalców a mimo to czasem szukam dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie ten tusz się nie sprawdził sklejał mi rzęsy nie wyglądało to dobrze. Ale efekt u Ciebie jest ładny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. szczoteczka bardzo mi się podoba, lubię takie. Silikonowe mi nie odpowiadają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię zwykłe szczoteczki ( nie silikonowe) jednak ich wielkość tez ma znaczenie, ta wydaje się być bardzo duża i jak dla mnie nie wygodna w użyciu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też najbardziej uwielbiam tradycyjne szczoteczki :-) A tego tuszu nigdy nie miałam, muszę wreszcie wypróbować :-)

    OdpowiedzUsuń