Top-ads

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Gilmore Girls- ukochany serial wszechczasów

By | 21:40 5 comments
  

Gilmore Girls (Kochane Kłopoty) to mój ukochany serial, który oglądam namiętnie od lat. Dziś chciałabym napisać nieco o tym, dlaczego tak mnie zafascynował i czy po latach wciąż jest na czasie.


Jest to amerykański serial komedio-dramatyczny, który produkowany był w latach 2000- 2007. W siedmiu sezonach śledzimy losy młodej matki i córki, mieszkających w małym miasteczku Stars Hollow. W ich życiu codziennie pojawiają się różne problemy i zmartwienia, nowe miłości i wyzwania. Usłyszymy tu dużo zabawnych, mądrych i zaskakujących anegdot i powiedzonek. Serial jest przyjazny dla widza, bez przemocy (a tej w amerykańskim kinie nie brakuje), uczy tolerancji i akceptacji nawet najdziwniejszych charakterów. 

  Pomysłodawczynią serialu jest Amy Sherman Palladino, która będąc na urlopie w małym miasteczku zafascynowała się tym miejscem, ludźmi i ich życzliwością. Przeniosła wiele pomysłów do serialu i wyszła idealna mieszanka. 



Czym mnie zauroczył serial?

Po pierwsze wspaniałą miłością matki i córki. Jak się dogadują, razem spędzają filmowe wieczory, czytają wzajemnie w myślach i pomagają na każdym kroku. Kiedyś byłam również zauroczona ich garderobą i często zdarzało mi się kupować podobne ubrania (do dziś mam kilka z nich). 

Po drugie miasteczkiem, w którym rozgrywa się akcja. Burmistrz miasta dba o to, by każde święta, obchody i inne festyny odbywały się co roku i były najlepsze. W Polsce, w moim mieście  odwiedzałam różne wystawy, festyny i świąteczne stragany. Była to również moja i mojej mamy tradycja. Tak więc w serialu uwielbiam oglądać przystrojone ulice, pomysły na turnieje i inne zbiórki charytatywne.  W takim miejscu chciałabym mieszkać ( po części miasteczko, w którym mieszkam bardzo przypomina to filmowe. Jest tu nawet okrągłe gazebo-altana podobna do tego z serialu. Dla ciekawych- zdjęcie na moim instagramie). 

Kolejną rzeczą, która poniekąd szlifowała mój charakter, jest postać córki głównej bohaterki. Rory, bo tak ma na imię, to dorastająca uczennica, która zmaga się z typowymi problemami nastolatki. Zmienia szkołę i jest to początkowo ciężki dla niej czas, poznaje swoją pierwszą miłość, ma najlepszą przyjaciółkę, z którą dzieli się tajemnicami. To zwykła na pozór nastolatka, jednak jej postać pokazuje, że nie trzeba być takim jak inni. Nie trzeba upodabniać się do tych, którzy są na topie. Można być indywidualnością i wciąż wartościowym człowiekiem (a to często problemy nastolatek). Drugą ulubioną postacią jest jej mama- Lorelai, przebojowa, pomocna i mająca zawsze coś do powiedzenia. Wspaniała postać.

Na koniec dlatego, że nie ma tam przemocy, zabijania, bicia i znęcania się (jak wspomniałam wyżej, w amerykańskich filmach tego pełno). Jest wesoło i lekko. Serial rozbudza moją wyobraźnie i ambicje. Pokazuje, że warto marzyć i dążyć do celu, choć droga często bywa wyboista.


***


Po kilku sezonach serial zrobił ogromną furorę i wydawcy filmowi niestety narzucili Amy swoje "lepsze" pomysły na to, jak dalsze części mają wyglądać. Widać tam niestety ten wpływ i różnicę, która nie do końca mi odpowiadała. Nie zraziło mnie to jednak do zaprzestania oglądania. Serial jest ponadczasowy. Wiele porad, przysłów i powiedzonek wciąż mogą być przydatne. Podobnie jak nauka tolerancji, celebrowania małych rzeczy i szacunku do innych. W czasach internetu, komputerowych gier i filmów z dużą dawką przemocy serial jest jak plaster na ranę. 


Jeżeli jednak nie mieliście okazji oglądać tego serialu, to gorąco Was zapraszam do spróbowania. Jestem pewna, że miłośnikom lekkich komedii przypadnie od do gustu. Ja wciąż do niego wracam, zwłaszcza, kiedy za oknem plucha i zimno lub kiedy jest mi smutno. Te dwie kobiety zawsze mnie rozbawią i zmotywują do działania.




Znacie ten serial? Kto jest Waszym ulubionym bohaterem/ką? Dajcie znać w komentarzach.







Nowszy post Starszy post Strona główna

5 komentarzy:

  1. Znam ten serial i bardzo, bardzo lubię. Widziałam wszystkie serie chyba z 5 razy i pewnie jeszcze nie raz do nich wrócę ;) a piosenkę mam na mp 3 cały czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ja pewnie tez z piec, szesc razy widzialam wszystkie sezony. Chyba skusze sie na plyte z tytulowa piosenka. Na ebay sa teraz tanie :)

      Usuń
  2. Lorelai i te konflikty z matką, ubaw po pachy :) a po za tym, to kibicowałam wszystkim zakochaniom we wszystkich sezonach. I te rytuały piątkowe na oglądaniu filmów. To był piękny serial nooo

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam, znam...Ech.. To były czasy. Mam bardzo podobne odczucia do Twoich. Właściwie podpisuję się pod tym :) Uwielbiałam to oglądać. Uwielbiałam klimat tamtego miasteczka i tamtych relacji. Niby zwykłych, a jednak innych niż w obecnych czasach serwuje nam rzeczywistość..Dziś wyśmiewa się takie relacje, uważa je za przesłodzone, sztuczne. Ja wierzę, że ludzie jednak mogą tacy dla siebie być. I zgadzam się, nie trzeba podążać narzuconymi trendy ścieżkami, być "świetnym" na siłę. Warto być po prostu sobą.
    Chciałabym niebawem wrócić do oglądania po latach..
    Pozdrawiam Cię serdecznie z zasypanego Bielska-Białej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za mily komentarz i pozdrowienia :) moje kochane BB <3

      Usuń