Top-ads

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Zużycia ostatnich tygodni

By | 21:15 Leave a Comment



Dawno nie pisałam o kosmetykach, które używałam przez ostatnie tygodnie i nazbierała mi się niezła kupka. Niektóre z nich są jeszcze na jedno lub dwa zużycia, ale już teraz mogę wyrazić swoją opinie na ich temat. Zapraszam do recenzji.


WŁOSY


1. Szampon do włosów marki Szchwarzkopf, Crystal Shine, do włosów pozbawionych blasku. Wkurzają mnie ci wszyscy marketingowcy, którzy próbują nabijać nas klientów w butelkę i wciskać ciemnotę. Brokat w szamponie niby ma mi zapewnić blask. Jasne. Kupiłam, bo był tani i do włosów przetłuszczających się. Miałam nadzieję, że przedłuży ich świeżość. Tak niestety nie było. Nie podobał mi się też jego męski zapach. Nie polecam. Nie kupię ponownie. 

2. Nawilżający i rozświetlający szampon do włosów marki Kinky Curly Straight, z olejkiem arganowym. Kupiony z ciekawości w fuńciaku. Ma ciekawy, owocowy zapach i dość gęstą konsystencję, prze co jest wydajny. Zdarzało się jednak, kiedy nie używałam suszarki, że włosy były jakby obklejone i przetłuszczone. Może kiedyś kupię. 

3. Szampon Garnier Ultimate Blends do matowych i zmęczonych włosów, o zapachu kwiatu wiśni. Dobrze myje włosy, nie obciążając ich i nadaje ładny blask. Bardzo wydajny, o przyjemnym zapachu. Nie przedłuża świeżości włosów, ale i nie przetłuszcza i nie obciąża. Wciąż jednak z tej serii najlepiej się sprawdził <TEN>. Może kiedyś kupię ponownie. 

4. Męski wzmacniający szampon marki Grarnier Fructis. Ma przyjemny zapach, gęstą konsystencję i dobrze myje włosy. Nie powoduje łupieżu. 


5. Suchy szampon do włosów marki Asda, o zapachu Pina Colady. W okresie wakacyjnym był to bardzo przyjemny zapach, który kojarzył mi się z rajską wyspą, drinkami i słońcem. Działa tak samo jak inne, ale jest tańszy. Nie używam tego typu szamponów często, ale dobrze mieć w łazience jeden. Na pewno kupię ponownie, ale o innym zapachu (może jakimś jesiennym).

6. Odbudowująca mgiełka do włosów z ochroną przeciw wysokim temperaturom, marki John Frieda. Nie przepadam za jej męskim zapachem. Jest nieco irytujący. Nie obciąża włosów i chyba chroni przed ciepłem, bo nie zauważyłam połamanych włosów. Wydajna. Nie jest to może jakiś świetny produkt, ale warto mieć coś tego typu w łazience.

7. Avon Planet Spa, nawilżająca maska do włosów z masłem Shea. Nie lubię produktów tej marki, ale maski tej serii są rewelacyjne. Tę miałam po raz pierwszy i jestem bardzo zadowolona. Używałam jej jako maski i odżywki. Jest bardzo wydajna, bo już odrobina wystarczy, aby rozprowadzić produkt na całej długości włosów. Ma przepiękny budyniowy zapach, który pozostaje na włosach. Nawilża, dodaje im blasku, ale jednocześnie nie obciąża. Bardzo polecam. Na pewno kupię ponownie.


CIAŁO


1. Balsam do kąpieli marki Radox, o zapachu imbiru i masła Shea. Ma przyjemny, jesienny i bardzo ciepły zapach, który otulał moje zmysły i koił je. Nie wiem, czy jest wydajny, bo mam tendencję do wylewania balsamów do wanny w nadmiarze. Bardzo dobrze sprawdzi się na chłodne jesienne i zimowe kąpiele.

2. Nawilżający krem do kąpieli marki Sanex, do skóry bardzo suchej. Miał delikatny zapach, który nie drażnił moich nozdrzy (a często tak mam, że nic co pachnie nie może się wokół mnie znajdować), dość rzadką konsystencję. Nie podrażniał mojej skóry i nie przesuszał jej. Pewnie zdecyduje się na kremy tej marki ponownie.

3. Żel pod prysznic Palmolive Aroma Moments, o zapachu mango, kwiatu Frangipani (Plumeria) i olejkiem z Neroli (gorzkiego kwiatu pomarańczy). Dość ciekawy zapach, słodko- gorzki, który rozchodzi się po całej łazience. Konsystencja jak na żele przystało- średnio gęsta.  Nie podrażnia mojej skóry, ale czasem przesusza i powoduje swędzenie. Mam tak z wieloma żelami, więc trzeba na to przymknąć oko. Pewnie kiedyś kupię ponownie.

4. Żele pod prysznic Original Source o zapachu eukaliptusa oraz wanilii i malin. Oba ładnie pachną i nie podrażniają skóry. Dobrze się pienią, ale nie należą do wydajnych. Polecam również te o zapachu czarnej mięty- bardzo odświeżający i chłodzący oraz lawendowy- kojący i ładny zapach.


5. Kremy do ciała marki Cien, o zapachu brzoskwini i kokosa. Bardzo ładnie pachną, ale na skórze już nie są wyczuwalne. Nie przesuszają i nie podrażniają. Wydajne. Nie wiem czy kupię ponownie, bo lubię czuć krem/ żel na skórze. 

6. Żel pod prysznic o zapachu mandarynki i zielonej herbaty, marki Lavea Poland. Przepiękny, odświeżający zapach, który pozostaje na skórze. Nie przesusza i nie podrażnia skóry. Ma galaretowatą konsystencję i przez to jest bardzo wydajny. Posiada drobne kuleczki zapachowe, które pękają podczas mycia i uwalniają aromat pomarańczy. Bardzo przyjemny produkt. Był prezentem, ale pewnie kiedyś się skuszę. 

TWARZ


1. Nawilżająca maska do twarzy z witaminą E marki Azure. Świetny produkt. Kupiłam trochę w strachu, bo moja skóra jest bardzo kapryśna, ale maska okazała się być bardzo dla niej hojna. W opakowaniu znajdziemy nasączoną maskę/ gazę, którą nakładamy na twarz. To idealne dla mnie rozwiązanie. Nakładam, czekam relaksując się, ściągam, przemywam i kremuję twarz. Idealna dla mnie. Kupiłam już kolejną i jeszcze jedną kolagenową.

2. Maskara Maybelline Colossal Volume 100% black. Nie sądziłam, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym ten tusz przestanie być moim ulubieńcem wszechczasów i do tego zdradzę go z silikonową szczoteczką. Jego recenzja pojawiała się u mnie na blogu kilka razy. Czemu więc nie jest już najlepsza? Zastąpiła go Maskara Maybelline Lash Sensational. Jest idealna. Pisałam już o niej <TU>, ale dopiero po użyciu Colossal zobaczyłam różnicę. Czy kupię ponownie? Chyba tylko wtedy, jeśli w całym uk zabraknie Sensational.


3. Woda termalna w sprayu Avene. Przynosiła miłe ukojenie spieczonej skórze oraz przesuszonej. Używałam najczęściej rano przed aplikacją kremu. Miałam jednak mały problem z końcówką, która często zamiast rozpylać mgiełkę, przepuszczała zbyt duże krople i produkt lądował na podłodze. Chciałabym przetestować teraz inną, ale pewnie wrócę jeszcze do tej. 

4. Krem tłusty i półtłusty marki Dermosan. Jedyne, jak dotąd, kremy, które nawilżają i natłuszczają moją skórę. Jest ukojona, bez podrażnień i przesuszeń. To już moje n-te opakowania i na pewno do nich wrócę. Teraz niestety nie mam do nich dostępu i muszę poszukać jakiegoś chwilowego zamiennika. Polecacie coś?

5. Nawilżające kapsułki pielęgnacyjne od Rival De Loop. Używałam w momentach, kiedy moja skóra była podrażniona i bardzo przesuszona, a także po wizycie na basenie i peelingu. Szczerze, to jak dla mnie jest to zwykła oliwka, zamknięta w ampułce. Koi i nawilża. Ja niestety mam uczulenie na oliwkę Johnson & Johnson, ale jeżeli Wy nie, to polecam na noc stosować właśnie ją. 


***

   Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Wakacje minęły mi na poszukiwaniu pracy, dbaniu o gościa, który nas odwiedził i porządkowaniu mojej głowy. Pracę znalazłam, gość pojechał, a myśli powiedzmy, że uporządkowałam. Cieszę się, że przyszła jesień. Zaczyna się robić kolorowo, herbata smakuje jeszcze lepiej, a ciepłe swetry znów mogą otulać nasze ciała.




Mieliście okazję testować któryś z kosmetyków? Jaka jest Wasza o nich opinia? A może coś nowego wpadło w Wasze oko? Dajcie znać w komentarzach.


Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: